Mirek Kordos
AI RESEARCH, SOFTWARE DEVELOPMENT and more

Ile to kosztuje?

Wiadomo, że główną motywacją do jazdy na rowerze jest fun factor. Ale przyjrzyjmy się też innym motywacjom. Sensowny rower (który się nie będzie psuł co chwilę) można kupić już za jakieś 1.600 zł, tzn. na ogół będzie mieć przyzwoitą ramę, osprzęt klasy Alivio - średnio biorąc i w miarę staranne wykonanie całości. Np. Merida Crossway TFS 100-V, albo Giant Roam 2 (ceny katalogowe tych rowerów są nieco wyższe ale w listopadzie bez problemów będzie można je kupić za 1.600) Oczywiście do jazdy wyczynowej trzeba lepszy rower. Ale do jazdy po mieście i na wycieczki weekendowe taki spokojnie wystarczy.

Koszty eksploatacji:

  1. Klocki hamulcowe: 15zł do wymiany co 2.000 km
  2. Łańcuch CN-HG40: 20zł do wymiany do 2.000 km
  3. Opony: 60zł do wymiany co 7.500 km
  4. Kaseta CS-HG40: 35 zł do wymiany co 10.000 km
  5. koło tylne z piastą Alivio: 170zł do wymiany co 30.000 km
  6. koło przednie z piastą Alivio: 120zł do wymiany co 30.000 km

Podane przebiegi dotyczą normalnej, typowej jazdy, ale wiadomo, jak ktoś bardziej piraci, to się sprzęt zużywa znacznie szybciej. Załóżny, że rower wyrzucamy po 12 latach (nawet jeśli jeszcze będzie dobrze jeździł, to będzie już nie modny i technologicznie przestarzały i pewno bedziemy chcieli nowy), przejechawszy na nim w tym czasie 60.000 km (czyli średnia całoroczna 13.7 km dziennie) W tym czasie łączny koszt zakupu i eksploatacji wyniósł ok. 3.300 zł - po połowie rower i eksploatacja. Kosz jednego kilometra wynosi ok. 0.055 zł.

Dla taniego samochodu:

  1. Zakup: 34.000 zł
  2. benzyna na 1km: 25 gr
  3. przegląd+ubezpieczenie+wymiana oleju i innych części eksploatacyjnych: 4.000/rok
  4. Jeździmy 12 lat, po 20.000 rocznie
  5. W tym czasie łączny koszt zakupu i eksploatacji wyniósł ok. 140.000 zł
  6. Kosz jednego kilometra wynosi 0.60 zł (przy rozliczaniu delegacji jest to 0.83 zł/km, więc jak widać, niektórzy oszacowali te koszty jeszcze wyżej)

Więc rower wychodzi wg moich obliczeń 11-krotnie taniej, zaś wg oficjalnych stawek nawet 15-krotnie.




Kilka uwag praktycznych




Pomyśl: jedziesz samochodem (lub stoisz w korku), zatruwasz powietrze, którym sam oddychasz, mięśnie Ci wiotczeją (być może i brzuch rośnie, jeśli jeszcze nie - to niedługo zacznie).


Zamień samochód na rower - same zyski:

  1. Taniej w zakupie i eksploatacji (Chcesz zaszpanować wysokiej klasy samochodem za 200.000 zł, a Cię nie stać? To zaszpanuj wysokiej klasy rowerem za 10.000 zł)
  2. Najszybszy środek lokomocji w centrum miast
  3. Korzystniej dla środowiska
  4. Korzystniej dla własnego zdrowia
  5. Sama radość - dojeżdząjąc rowerem do pracy codziennie rano i po południu czujesz się jak na wycieczce wakacyjnej
  6. Prestiż - poprzez pokazanie się jako człowiek logicznie myślący, który stosuje najoptymalniejszego rozwiązania

Statystyki wypadków mówią, że ilość rannych i zabitych w samochodach jest większa, niż rowerzystów w osobach na milion kilometrów. Zaś badania prowadzone w kilku krajach wykazały, że dojeżdżający do pracy na rowerze średnio żyją dwa lata dłużej i są zdrowsi (tutaj więcej o tym). Więc proszę nie opowiadać tu głupot, że rowerem to niby niebezpiecznie.

Proszę w ogóle nie opowiadać głupot na żaden temat. Bo wypowiadając swoje zdanie bez dogłębnego przestudiowania sprawy (statystyki, motywacje i związki przyczynowo-skutkowe), polegając jedynie na swojej niedouczonej intuicji (czasem wspomożonej równie niedouczoną wieścią gminną) i "chłopskim rozumie" się tylko ośmieszysz bo prawie zawsze będziesz się mijać z rzeczywistością.




Fragment książki Aleksandra Buczyńskiego "Rower"

Rower, a właściwie rowerzysta na rowerze, oznacza najbardziej ekonomiczny sposób przemieszczania się. Z rowerem przegrywają zarówno inne maszyny skonstruowane przez człowieka, jak i poruszające się w najróżniejszy sposób zwierzęta. Łosoś, zajmujący drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, potrzebuje na przetransportowanie 1 kg swojej masy na odległość 1 km aż trzy razy więcej energii! Mało tego, dystans między rowerem a resztą stawki będzie się zwiększał, gdyż trudno udoskonalić łososia albo technikę chodzenia, podczas gdy rower może wiele zyskać przez upowszechnienie obudowy aerodynamicznej. Rower to realizacja odwiecznych marzeń o siedmiomilowych butach – maszyna prosta, niedroga i lekka, a przy tym zwielokrotniająca możliwości człowieka. Na pokonanie pieszo kilometra przeciętny człowiek potrzebuje ok. 15 minut. Ten sam człowiek na rowerze w tym samym czasie przejedzie 4 km, nie męcząc się ani trochę bardziej. To oznacza, że obszar w zasięgu 15-minutowej przejażdżki rowerem jest 16 razy większy niż obszar dostępny w tym czasie na piechotę.

Zanieczyszczenie środowiska często kojarzy się z dymiącymi fabrykami i wielkimi hutami. Tymczasem transport zużywa więcej energii niż cały przemysł, na dodatek w przeciwieństwie do zużycia przemysłowego, jego energochłonność cały czas rośnie. Składa się na to zarówno bezmyślne wożenie tirami towarów na drugi koniec kontynentu (pomidorów z Ukrainy do Holandii i keczupu z powrotem), jak i podjeżdżanie samochodem po gazetę do kiosku oddalonego od domu o 200 m. Zużycie energii wiąże się oczywiście z produkcją zanieczyszczeń. Przeciętne drzewo liściaste przez godzinę wytwarza 1200 l tlenu, człowiek zużywa 30 l. W tym czasie silnik samochodu osobowego zamienia 6000 l w spaliny. Przez rok przeciętny samochód produkuje tonę spalin zawierających przeszło tysiąc trujących związków chemicznych. Są wśród nich podrażniające drogi oddechowe tlenki azotu, węglowodory aromatyczne, takie jak rakotwórczy benzen, a nawet metale ciężkie. Mimo upowszechnienia katalizatorów, samochody wciąż są głównym źródłem groźnego tlenku węgla. Większość z tych związków wraca potem do nas – jeśli nie z wdychanym powietrzem, to ze spożywanymi wiktuałami. W miastach samochody są główną przyczyną skażenia środowiska. Szacuje się, że 6% mieszkańców Europy umiera na choroby wywołane spalinami. Jednocześnie już połowa mieszkańców miast uskarża się na ponadnormatywny hałas, powodujący stres za dnia i utrudniający wypoczynek nocą. Za 80% tego hałasu odpowiadają samochody – na ruchliwym skrzyżowaniu hałas osiąga nawet do 90 decybeli. Transport drogowy przyczynia się również do zmian klimatycznych, 14% ogółu gazów cieplarnianych pochodzi bowiem z rur wydechowych samochodów. Jeśli doliczymy emisje związane z wydobyciem, przewozem i przetwarzaniem paliwa, odsetek ten wzrośnie do 20–25%.

Domysły i pomysły

Początki roweru giną w mrokach dziejów. Najstarszy prawdopodobnie wizerunek tego pojazdu widnieje na witrażu wykonanym we Włoszech ok. 1580 r., a umieszczonym w kościele w Stoke Poges w Anglii w 1642 r. Zatem ktoś musiał go wymyślić wcześniej. Niewykluczone, że został wynaleziony (i zapomniany ze względu na niską jakość sieci drogowej) wiele razy – w końcu koła ze szprychami znane są już od 4 tysięcy lat. Leonardo na rowerze? Wiele źródeł przypisuje wynalezienie roweru Leonardowi da Vinci. Wprawdzie na pochodzącym z końca XV w. szkicu mistrza wyraźnie widać kształt roweru, jednak szkic ten odnaleziono stosunkowo niedawno i nie wiadomo, jaka część jest autorstwa Leonarda, jaka jego ucznia, a jaka sprytnym fałszerstwem. Nie ulega jednak wątpliwości, że da Vinci wymyślił m.in. bardzo istotne dla późniejszego rozwoju roweru łożysko kulkowe i napęd łańcuchowy. Według innych, jeszcze mniej pewnych źródeł pomysł skonstruowania roweru narodził się już w początkach XV stulecia, a jego autorstwo przypisuje się Włochowi Joannesowi Fontanie. Rower królowej Beatrycze? Stuprocentową kaczką dziennikarską są za to doniesienia o XVII-wiecznych rowerach niderlandzkich, na których do dzisiaj mają jeździć członkowie holenderskiej rodziny królewskiej. Na początku 1999 r. Konrad Dybek opublikował w „Kółkach Dwóch” na wpół żartobliwą relację z Holandii, której fragmenty (te bardziej sensacyjne) zostały bezkrytycznie i bez konsultacji z autorem skopiowane przez „Rzeczpospolitą”... i tak narodził się narodowy mit. Czy celeryfery to rowery? Wdrugiej połowie XVIII w. (według różnych wersji w 1765, 1771 albo w 1790 r.) hrabia de Sivrac miał skonstruować protoplastę roweru – Célérifére, czyli Celeryfer. Drewniany pojazd składał się z dwóch kół połączonych prostą ramą. Jeździec siedział okrakiem na ramie i napędzał pojazd, odbijając się stopami od ziemi. Jednak według innych źródeł, Celeryfer był zwyczajnym powozem konnym, a hrabia wcale go nie wymyślił, tylko uzyskał licencję na jego produkcję od Anglików.

Ludzie z żelaza (a bicykle z drewna)
Złote lata cyklistyki
Rowery nowej ery

Przez lata wierzono, że samochód jest środkiem transportu przyszłości. Na starych futurystycznych filmikach przedstawiających sielskie życie w roku 2000 widać rodziny w ciągu kilku minut dojeżdżające z pracy czy szkoły do domu – każdy własnym autkiem. Niestety, autorzy tych filmików byli na bakier z matematyką i nie przewidywali, że gdyby każdy wsiadł do samochodu, zwyczajnie zabrakłoby miejsca na drogi i parkingi. Nie przewidywali też hałasu i zanieczyszczenia powietrza. Ten optymistyczny trend kultywują kolorowe reklamy, w których samochód z reguły jest przedstawiany sam na pustej drodze, co śmieszniejsze – często również w otoczeniu dziewiczej przyrody. Tymczasem szara codzienność to smog, wypadki i miliony godzin tracone w korkach.

Czas na nowy środek transportu

Kiedy fala fascynacji motoryzacją zaczęła opadać, rozpoczęły się poszukiwania nowego, lepszego środka transportu. Przykładem takich poszukiwań może być Ginger. Wynalazek ten, zaprezentowany z wielką pompą pod koniec 2001 r., miał zrewolucjonizować komunikację w miastach. Ginger, znany także pod kryptonimem IT, był pojazdem elektrycznym, przypominającym nieco skrzyżowanie skutera z wagą łazienkową i umożliwiającym poruszanie się z maksymalną prędkością kilkunastu kilometrów na godzinę. Powszechny entuzjazm trwał do momentu, w którym uświadomiono sobie, że właściwie pod każdym względem ustępuje on znanemu od przeszło 100 lat bicyklowi. Rower jest lżejszy, szybszy, bardziej uniwersalny, zdrowszy, może przewieźć nawet spory bagaż lub pasażera, nie wymaga regularnego ładowania z sieci elektrycznej, a przy tym jest kilka razy tańszy. Na Gingerze nie można ani płynnie poruszać się w intensywnym ruchu ulicznym, ani pojechać na wycieczkę za miasto. Jak skomentował Marcin Hyła z sieci Miasta dla Rowerów, „Ginger to wynalazek przełomowy w tym sensie, że jest to pierwszy w historii wynalazek, który aby odnieść komercyjny sukces, potrzebuje... ścieżek rowerowych (i to bardziej niż sam rower)”.

Miasta rowerowe miastami przyszłości. Rewolucyjna (a właściwie „rowelucyjna”) technologia została już wynaleziona dawno temu. Potrzebna jest jedynie wola polityczna, aby stworzyć jak najlepsze warunki do jej wykorzystywania. Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu, najbardziej „zroweryzowanym” krajem świata nie są Chiny, lecz Holandia. W deszczowych i wietrznych Niderlandach jest więcej bicykli niż ludzi. 30% wszelkich podróży, a w niektórych miastach (np. Groningen) nawet ponad połowa, odbywa się na rowerze. Rower jako środek transportu miejskiego cieszy się również ogromną popularnością w w Danii, Niemczech, Austrii, Szwecji, Norwegii i Finlandii. Rowerem dojeżdża się do szkoły, na uniwersytet, do pracy, na zakupy. Na rowerze odwozi się dziecko do przedszkola i dostarcza zaopatrzenie do sklepiku. Coraz większą popularność zyskuje też turystyka rowerowa – wielodniowe czy nawet wielotygodniowe podróże z sakwami mieszczącymi wszystko, co rowerzyście potrzebne. Holandia przyjęła Masterplan Fiets (Plan Rower), obejmujący promocję roweru, poprawę bezpieczeństwa oraz walkę z kradzieżami. Dzięki temu do 2010 r. liczba kilometrów pokonywanych na rowerze ma się zwiększyć o kolejne 30%.

Plan Rower przyczyni się więc do realizacji głównego celu holenderskiego Planu Transportowego, jakim jest ograniczenie używania samochodów. Kraje, w których rower cieszy się mniejszą popularnością, starają się dogonić te lepsze, np. Krajowa Strategia Rowerowa w Wielkiej Brytanii dąży do czterokrotnego zwiększenia liczby podróży rowerem do roku 2012. Przykładem takiej strategii już zrealizowanej i odnoszącej wymierne sukcesy może być Finlandia, gdzie obecnie 18% wszelkich podróży odbywa się na rowerze. A 20–30 lat temu sytuacja przypominała polską – rower kojarzony głównie z biednymi obszarami wiejskimi oraz minimalna liczba podróży rowerowych. Prawdopodobnie upłynie jeszcze sporo wody w Wiśle, zanim „oficjalne czynniki” w Polsce docenią zalety dwóch kółek. Coraz silniejszy jest jednak oddolny ruch ludzi, którzy chcą ten proces przyśpieszyć. Od kilku lat działa sieć organizacji Miasta dla Rowerów, stawiająca sobie za cel poprawę bezpieczeństwa i wygody jazdy rowerem w miastach. Coraz większą popularność zdobywa też zwyczaj comiesięcznych Mas Krytycznych – grupowych przejazdów rowerowych organizowanych w ostatni piątek każdego miesiąca przez centrum (w największych miastach na ulice wyjeżdża nawet 1000 rowerów). Warto zauważyć, że postawienie na rower opłaca się zarówno samorządom miast, jak i ich mieszkańcom. Rower nie potrzebuje rozbudowanej infrastruktury, wielopoziomowych parkingów, bezkolizyjnych skrzyżowań czy drogich tuneli. Ścieżka dla rowerzystów jest niemal 100 razy tańsza niż ulica o podobnej przepustowości. Kopenhaga, gdzie co trzecia osoba dojeżdża do pracy na rowerze, na budowę i utrzymanie dróg wydaje 10 razy mniej niż rzekomo biedna Warszawa. Nie trzeba dodawać, że poruszanie się po stolicy Danii jest przy tym nieporównywalnie łatwiejsze niż po stolicy Polski.

Creative Commons License. You are free to copy, share and adapt all articles and software from my web page for noncommercial purposes, provided that you attribute the work to me and place a link to my home page. What you build upon my works may be distributed only under the same or similar license and you may not distort the meaning of my original texts.